Plany a rzeczywistość
Plan był prosty jeden wpis raz w tygodniu zgodnie z harmonogramem tematycznym, który sobie założyłam. Gdy przyszedł czas na kolejny wpis (który jest prawie gotowy) przyblokowałam się na dobrych kilka tygodni z różnych powodów. Trudno, jest jak jest i o ile dawniej mój wewnętrzny krytyk dowalałby mi 24 godziny na dobę tak teraz wyjątkowo, jak na jego możliwości siedzi w miarę cicho. Nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem, wszechświat nie jeden raz dał mi popalić (chociaż muszę też przyznać, że z perspektywy czasu mimo wszystko w efekcie jego działań zadziało się też coś dobrego).
Znów się dzieje, może nie jest to tak wielki kaliber, jak poprzednie, ale i tak wszechświat pojechał po bandzie, może za jakiś czas i z tej irracjonalnej sytuacji wyniknie coś dobrego. Mądrzy tego świata piszą „nie ma przypadków „, „nic się nie dzieje bez przyczyny „, „to wszystko dla twojego dobra”, „tak naprawdę nie wiesz, czy to dobrze , czy to źle ” (tak na marginesie to mój ulubiony morał bajki, którą usłyszałam od mojej nauczycielki ajurwedy kilka lat temu).
No niby to wszystko wiem i przez większość czasu nawet to czuje, ale dziś nie umiem dostrzec ani sensu, ani wyciągać lekcji. Mam dość, rozkładam matę, a jutro rozpoczynam kolejny etap na drodze ku harmonii, powoli a do celu jak na pitte – kaphe przystało.